Burza w Borach

Boicie się burzy? Ja się nie boję, chociaż wiem, że może być bardzo groźna. Ale w ostatnich latach wszelkie burze przyjmujemy z utęsknieniem. Z powodu suszy, która wyniszcza nasze plony i przysparza dodatkowej pracy. Tutaj na naszych piachach deszcz mógłby padać niemal bez przerwy. A tak wciąż podlewanie i podlewanie. Zamiast usiąść sobie wieczorkiem przy piwku wyciągamy węże ogrodowe i podlewamy. Ale nie dzisiaj. Dziś wyręczyła nas burza.

lightning-1-1286448-m

A po burzy… Wszystko jest takie zdrowe, odkurzone, nawiezione. To ostatnie to za sprawą azotu, który w wyniku wyładowań atmosferycznych wiąże się z powietrza i w postaci nawozu azotowego spada z deszczem. Dlatego po burzy tak wszystko dobrze rośnie. Jutro będzie też dobra pora na robienie zdjęć. Jeżeli wyjdzie słońce. Po deszczu zieleń jest po prostu niesamowita!

W ostatnich dniach upał był nie do wytrzymania. Popracować w ogrodzie można było tylko wcześnie rano albo późno wieczorem. W nocy drzwi balkonowe musiały być otwarte na oścież, inaczej nie dało się oddychać. A przecież to dopiero maj! Ale właśnie dziś rano wzięliśmy się za sadzenie pomidorów i sianie ziół. Okazało się to strzałem w dziesiątkę i to nie tylko z powodu dobrego terminu wg kalendarza księżycowego, ale też z uwagi na ten deszcz.

Ale to nie jedyny powód, dla którego lubię burzę. Przywołuje też ona miłe wspomnienia z dzieciństwa.  Wtedy wszyscy wracaliśmy do domu i siedzieliśmy razem w pokoju gościnnym. Mama zarządzała wynoszenie kwiatów pokojowych na dwór, znała bowiem dobroczynne działanie deszczu. Drzwi na taras były otwarte i słychać było ten wspaniały szum coraz mocniej padającego deszczu. Telewizji nie oglądaliśmy, bo było wszystko powyłączane, więc można było sobie po prostu porozmawiać. Aha, i jeszcze liczyliśmy odległości uderzenia pioruna.

lightning-1427861-m

Kiedyś jednak burza napędziła nam strachu. Byłyśmy na wakacjach u rodziny w woj. lubelskim i tam w nocy rozpętała się burza. Pioruny waliły bardzo blisko. Rano dostrzegliśmy złamane drzewo na podwórku, a kartoflisko było zryte jak po wojnie. Mieliśmy szczęście, że dom i inne budynki w gospodarstwie  stryjostwa nie ucierpiały.

, , , , ,

No comments yet.

Dodaj komentarz